bowl fire
Ver 180x255 kolorowy ptak

Kolorowy ptak

by Kokoro's avatarKokoro

Kornelia i Gabriel to dość osobliwa para. Ona jest 23 letnią studentką kulturoznawstwa na Uniwersytecie Warszawskim, natomiast on 34 letnim pracownikiem jednej z warszawskich korporacji. Zapewne nigdy by się nie spotkali, gdyby nie pewne okoliczności jakie zaszły w ich życiu. Zmuszeni do zamieszkania pod jednym dachem będą musieli pokonać wzajemne...

25204 25204 wyświetlenia
2 2 komentarze

Rozdział 7 - Gabriel

Odcinek był aktualizowany około 2 lata temu
960 960 wyświetleń
0 0 komentarzy

Stałem pośrodku pokoju, przyglądając się trzymanej w dłoni wizytówce. Była dwustronna, pisana zarówno cyrylicą jak i alfabetem łacińskim. Starałem się odczytać tak dobrze znane mi w przeszłości litery, jednocześnie zastanawiając się jak można było tak niechlujnie wykonać powierzone zadanie. Forma wykonania wizytówki pozostawiała wiele do życzenia. Krzywo wycięta, rozpikselowana, świadczyła zarówno o obojętności jej właściciela, jak i również niskich kompetencjach osoby, u której zostało złożone zamówienie.

Muszę przyznać, że całkiem sprawnie uwinęli się z tą przeprowadzką. Jeszcze przedwczoraj nie wierzyłem w powodzenie tego przedsięwzięcia. Kiedy o 21.15 otrzymałem telefon z informacją, że ze względu na brak wystarczającej liczby rąk "firma", z której usług zamierzałem skorzystać wycofuję się, omal nie trzasnąłem telefonem o ścianę. Mężczyzna, z którym rozmawiałem chyba podświadomie czuł niewidzialny uścisk moich dłoni na swojej szyi, ponieważ po naszej pierwszej rozmowie wymieniliśmy ze sobą jeszcze trzy telefony. Dobra informacja jest taka, że udało mi się obniżyć cenę transportu o 50 złotych, zła, że zmuszony zostałem zostawić moją ulubioną, skórzaną sofę. Co prawda był to interes mało opłacalny, szczególnie biorąc pod uwagę kwotę, jaką zapłaciłem w przeszłości za ten elegancki kaprys, ale biorąc pod uwagę fakt, że koniecznie musiałem się wyprowadzić, za wszelka cenę dążyłem do ugody, hamując rozpierającą mnie złość.

Jeszcze raz spojrzałem na wizytówkę, powracając wspomnieniami do pamiętnych, ostatnich trzech dni. Jak się tu znalazłem? Sam zadaję sobie to pytanie. Pobyt tutaj wydał mi się tak równie absurdalny jak myśl o podróżach w czasie, chociaż słyszałem, że wraz z osiągnięciem odpowiedniej technologii można będzie podróżować w odległą przyszłość. Zresztą nieważne. Jest wiele innych pytań, na które można odpowiedzieć na przykład, dlaczego ja i Agata postanowiliśmy się rozstać. Wbrew powszechnej opinii nie zdradzałem jej. Po prostu nam się nie układało i ktoś musiał zakończyć ten trudny dla obydwu stron związek. Nie ukrywam, że był to policzek w moje męskie ego i pewnie przyjąłbym decyzje o rozstaniu spokojniej, gdyby to z mojej strony wyszła inicjatywa zerwania, ponieważ jednak to nie ja byłem stroną, która tak usilnie naciskała na koniec, wciąż nie mogłem otrząsnąć się z przeżytego szoku.

Kiedy w środę, łagodziłem nerwy butelką mocnego piwa, nie sądziłem jak szybko wkroczę na nowe tory życia. Siedziałem u Tomka, mojego kolegi z czasów studenckich. Wokół nas krzątała się jego "dziewczyna". Dziewczyna, kochanka, konkubina ponownie nie wiem, jakiego określenia powinienem był użyć. Ktoś inny, bardziej złośliwy nazwałby ją "sugar babe". Była młoda, ładna, na tyle, że ja sam błądziłem za nią wzrokiem. Obserwowałem jak zarzuca swoje smukłe ramiona na Tomka, tuląc się do niego.

— Może ty znasz kogoś, kto poszukuje współlokatora, co? — mruknął miękko, gładząc ją po policzku, a ja aż uśmiechnąłem się mimowolnie, uświadamiając sobie intymność tego gestu.

Dziewczyna zmarszczyła brwi, najwyraźniej analizując coś w głowie.

— Chciałbym pomóc jakoś Gabrielowi —zachęcał ją Tomek.

— Mam koleżankę na studiach, która szuka współlokatora — odezwała się swoim uwodzicielskim, głębokim głosem z nutką wschodniego akcentu —mówiłam Ci kiedyś o niej. To ta, co robi kolaże.

— Nie pamiętam — przyznał szczerze Tomek.

— Poczekaj, zaraz Ci ją pokaże. — Odsunęła się od niego, i wciąż stojąc obok rozejrzała się po pokoju.

— iPad jest w mojej torbie. — Uprzedził jej pytanie Tomek.

Podeszła do stojącego przy oknie stołu i wyjęła ze skórzanej teczki tablet. Stała tam przez moment, aż w końcu ponownie pojawiła się u boku Tomka.

— Proszę — powiedziała podając mu gadżet, a ja dostrzegłem tworzącą się na jego czole zmarszczkę.

— Ciekawa... — odezwał się w końcu, wyciągając w moim kierunku iPad-a —chcesz zobaczyć?

Postanowiłem nie ciągnąć tej bezsensownej gry, i grzecznie odpowiedziałem:

—Nie.

Ale widać mój przyjaciel obrał sobie za punkt honoru pomóc mi wyrwać się z tej niekomfortowej sytuacji, a także pomóc sobie, ponieważ od dwóch dni zajmowałem miejsce na jego kanapie.

— Zapytaj się czy wciąż kogoś szuka — zwrócił się do Nadii.

Kiwnęła głową, a mnie ta cała sytuacja kojarzyła się z codzienną pracą w biurze, kiedy po raz setny w ciągu dnia wydawałem polecenie mojej asystentce.

— Wysłałam — zameldowała wykonanie zadania.

— Zaraz mnie tu ożenicie — powiedziałem rozbawiony, pociągając kolejny łyk piwa.

— Chciałbym. Mógłbym to dodać, jako kolejny punkt do moich zawodowych osiągnięć, ale to nie jest takie proste.

Ta uwaga wyzwoliła skrywane pokłady mojego dobrego humoru, a mój wesoły nastrój udzielił się również mojemu rozmówcy.

— Wypiłeś już swoje? — zapytał nagle Tomek, potrząsając pustą butelką.

— Nie — odparowałem, szczerząc się.

Wstał z krzesła i podszedł do lodówki, z której wyciągnął kolejnego lagera. Zajrzał do szafki, wyjął otwieracz. Kapsel odskoczył i potoczył się po drewnianym blacie, natomiast on trzymając mocno butelkę w dłoni, ponownie rozsiadł się naprzeciwko mnie.

— Jak dobrze jest czasem wrócić do domu — mruknął pociągając łyk zimnego piwa, a ja kątem oka dostrzegłem, tajemniczy błysk w oczach Nadii. On chyba też go zauważył, bo od razu poprawił się, mówiąc:

— Oczywiście są też inne, milsze strony... I jak? Odpisała?

— Poczekaj, Ty od razu chciałbyś wszystko zaraz — odparowała gniewnie.

Wzruszył ramionami.

— Taki już jestem.

— O... — powiedziała, nachylając się nad urządzeniem — odczytała.

— Co napisała? — dopytywał Tomek.

— Piszę... Napisała, że tak — dodała po chwili.

— Tak? To znaczy?

— To znaczy, że wciąż kogoś szuka.

— Napisz jej o Gabrielu — polecił.

Kiwnęła głową i zaczęła stukać po ekranie.

— Zaraz, ja też tu jestem i nie jestem ubezwłasnowolniony — zaprotestowałem.

— To, że kogoś szuka nie oznacza, że zdecyduje się akurat na Ciebie — zauważył Tomek, a ja musiałem przyznać, że w tym, co mówił było trochę racji.

—Napisała ok — oznajmiła Nadia, a ja aż zachłysnąłem się piwem z wrażenia .

— Ok? — Ponownie zapytał Tomek.

Nadia wywróciła oczami.

— Czy robisz to specjalnie?

— Co? — Spojrzał na nią zaskoczony.

— Nieważne... Napisała, że się zgadza.

Tym razem mówiła patrząc prosto na mnie. A ja musiałem przyznać, że jeżeli ktoś rządził w tym związku, to z pewnością robiła to ona. Prawdę mówiąc, ja również dałbym się omotać, niczym nić wokół szpulki tak atrakcyjnej pannie, ale moralność mówiła mi, że należy trzymać się z dala od dziewczyny przyjaciela.

— Dobrze, a co zrobię jak stwierdzę, że nie chce z nią mieszkać? — spytałem całkiem poważnie.

— Wyprowadzisz się. Zresztą będziesz miał tyle czasu, że spokojnie możesz rozglądać się za czymś innym — odpowiedział Tomek.

— A co będzie jak to ona będzie chciała, żebym się wyprowadził? — dopytywałem.

— Wtedy powiesz jej, że wynajmuję mieszkanie nielegalnie.

Wydymałem usta i pokiwałem głową, będąc pod wrażeniem wyrachowania mojego przyjaciela. Mimo, iż czasami zaskakiwał mnie powolnością przefiltrowania niektórych faktów, w kwestii pieniędzy zawsze odznaczał się bezwzględnością.

— A ile to kosztuje? — Drążyłem temat.

— 1000 zł.

— Gdzie?

— Hoża.

— Jakieś dodatkowe opłaty?

— 150 zł.

Ponownie się zamyśliłem. Wyjątkowo dobra oferta, zważywszy na lokalizacje.

— Jaki jest haczyk? — zapytałem, nie dając za wygraną.

— Gabrielu, nie ma żadnych haczyków — powiedział mój przyjaciel, niedbale wymachując ręką.

— Nie wierze, że mówi mi to prawnik — wycedziłem, kładąc nacisk na ostatnie słowo — powiedzcie, że to ukartowaliście.

— Nie — odparł spokojnie Tomek, wyciągając przed siebie nogi i jeszcze bardziej zatapiając się w fotelu — ale nie przeczę, że może być zabawnie.

— Nie wiem, co jej nakłamałaś... — zwróciłem się do Nadii — ale decyduje się.

— O, i takich ludzi lubię — powiedział Tomek —zdecydowanych.

— Co do przeprowadzki... — zacząłem.

— O to się nie martw — przerwała mi Nadia — wszystkim się zajmę.

Komentarze:

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Bądź pierwszy!