bowl fire
Ver 180x255 kolorowy ptak

Kolorowy ptak

by Kokoro's avatarKokoro

Kornelia i Gabriel to dość osobliwa para. Ona jest 23 letnią studentką kulturoznawstwa na Uniwersytecie Warszawskim, natomiast on 34 letnim pracownikiem jednej z warszawskich korporacji. Zapewne nigdy by się nie spotkali, gdyby nie pewne okoliczności jakie zaszły w ich życiu. Zmuszeni do zamieszkania pod jednym dachem będą musieli pokonać wzajemne...

23718 23718 wyświetleń
2 2 komentarze

Rozdział 4 - Kornelia

Odcinek był aktualizowany około 2 lata temu
809 809 wyświetleń
0 0 komentarzy

— I jak? — zapytała Gośka, szczerząc się do mnie wymownie. Nie podobało mi się to. Nie chciałam opowiadać o moim niepowodzeniu związanym z wynajęciem mieszkania. Co prawda wysuwałam ciężkie oskarżenia wobec tego mężczyzny, które mogły okazać się bezpodstawne, ale na razie człowiek ten nie wzbudził we mnie ani cienia sympatii. Gdybym mogła to najchętniej wystawiłabym go za drzwi, ale taka ewentualność nie wchodziła w grę. Po pierwsze otrzymałam pieniądze za ten miesiąc i wiedziałam z pewnego źródła, że ten człowiek jest wypłacalny, po drugie potrzebowałam tych pieniędzy, po trzecie ja bardzo potrzebowałam pieniędzy i wiedziałam, że czas nie jest moim sprzymierzeńcem. Przeciwnie kalendarz, który zawiesiłam na prowizorycznej konstrukcji w kuchni codziennie przypominał mi o przemijających dniach oraz ewentualnym widmie klęski.

Udając, że nie dostrzegam błysku ciekawości w orzechowych oczach mojej przyjaciółki, pochylałam się nad ekranem telefonu, skrolując kupony z MC jak najdłużej odwlekając czekające mnie przesłuchanie.

— Wiesz, co weźmiesz? — zapytałam Gośkę, próbując zmienić tor dyskusji.

— To, co zwykle — rzuciła niedbale — kanapkę i frytki.

— Ok. To weźmiemy podwójny, powiększony. Wyjdzie taniej.

Wzruszyła ramionami dając mi do zrozumienia, że w pełni zgadza się z podjętą przeze mnie decyzją.

— Gotowe? — zapytał Maciek przystępując z nogi na nogę. Po jego minie widziałam, że jest głodny, zresztą ja też byłam. Miałam przeogromną ochotę na frytki z maca.

Kiwnęłam głową.

Podeszliśmy do ekranów dotykowych. Ja i Gośka razem, Maciek do urządzenia obok. Z satysfakcją stwierdziłam, że za nami utworzyła się niewielka kolejka. Zapewne znacie to uczucie, kiedy wydaje wam się, że wasza obecność napędza popyt, jesteście marką samą w sobie, zapominając o innych czynnikach takich jak: czas czy lokalizacja.

— Która kanapka? -—zapytałam Gośkę zatrzymując palec w powietrzu.

— Może ta — powiedziała wskazując na Wieśmaca — A Ty, co bierzesz?

— McWrapa z klasycznym kurczakiem — wyrecytowałam tak dobrze znaną mi formułkę.

— Nie... — Zmarszczyła się — jadłam wczoraj. Wezmę Wieśmaca.

— Robi się — odparłam i przystąpiłam do działania.

Kątem oka dostrzegłam, że Maciek odsunął się od urządzenia i wycofał do tyłu, obserwując tablice zamówień.

— Udało się? — zapytał, kiedy stanęłyśmy obok niego.

— Tym razem gładko poszło. Który masz numer?

— 82, a wy?

— 85.

Rozejrzał się wokół.

— Może być problem z miejscem.

— Sprawdzę czy jest coś na górze — zaproponowała Gośka — przyniesiesz zamówienie?

— Przyniosę — odpowiedziałam.

— Nareszcie trochę spokoju— powiedział Maciek odprowadzając Gośkę wzrokiem, a ja się mimowolnie uśmiechnęłam, ponieważ to zazwyczaj ja byłam wulkanem energii oraz nigdy nieprzestającym nadawać radiem.

— I jak tam Twój współlokator?

— Jakoś.

Przyjrzał mi się uważnie.

— Chyba nie jesteś zachwycona.

— Sama nie wiem... Nie znam go.

— Mówiłaś, że to ktoś sprawdzony.

— Bo tak jest.

— Poczekaj — przerwał mi — zaraz mi wszystko opowiesz.

Patrzyłam jak podchodzi do lady i z uśmiechem zabiera czerwoną tace.

— Możesz iść na górę — rzuciłam, kiedy zbliżał się do mnie.

— Poczekam z Tobą.

— Nie musisz. Zimne frytki są niedobre.

Zaśmiał się.

— Racja. Myślisz, że aż tyle im to zajmie?

Spojrzałam na tablice, na której widniał duży napis: 82.

— Oby nie.

— Jak go znalazłaś?

— Przez Nadie.

— Były chłopak?

— Nie wiem, nie wnikałam, ale jest sporo starszy.

— Jakoś nie jestem zaskoczony.

— Myślisz, że oni...? Nie...

Pomimo jawnych protestów, w myślach nie odrzucałam takiej możliwości. Nadia była najpopularniejszą dziewczyną na naszym kierunku. Pochodziła z Ukrainy i była bardzo, bardzo ładna. Naprawdę ładna i mówię wam to ja, kobieta, dlatego uważam, że moja opinia jest w jakimś stopniu wartościowa. Była wysoka, szczupła, miała ładną buzie i boskie, sięgające talii włosy. Kiedy szła wszyscy oglądali się za nią. Na początku nie byłam zainteresowania nawiązaniem z nią bliższych kontaktów, dlatego przez pierwsze lata studiów nasza znajomość ograniczała się jedynie do świadomości o własnym istnieniu, aż w końcu musiałyśmy skonfrontować nasze osoby w trakcie wspólnej prezentacji z "Komunikacji kulturowej." Przekonałam się wtedy jak błędnie i krzywdząco można kogoś osądzić nie znając go. Nie wiem, może po prostu zazdrościłam jej urody, popularności...To nie tak, że uważałam się za gorszą, brzydszą. Zawsze sądziłam, że mam dobry gust. Umiałam łączyć kolory oraz cechowałam się oryginalnym wyczuciem stylu. Oczywiście nie oznaczało to, że zawsze byłam bardziej przebrana niż ubrana. Potrafiłam ubrać się odpowiednio do okazji, chociaż nierzadko inspiracje czerpałam z kolorowych magazynów o modzie.

Komentarze:

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Bądź pierwszy!